PTASIA KLINIKA


Działamy od 2004 roku. W każdym sezonie trafia do nas kilkuset pacjentów, z których ponad połowa wraca na wolność po skutecznym leczeniu. Wszystkie wypuszczane do środowiska ptaki wylatują stąd z metalowym dowodem osobistym - obrączką, która umożliwia śledzenie ich dalszych losów.

Ośrodek posiada stałą opiekę lekarzy specjalistów, współpracuje z wieloma jednostkami naukowymi w kraju, głównie z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie oraz Państwowym Instytutem Weterynaryjnym i Państwowym Instytutem Badawczym w Puławach, a także z wieloma ośrodkami rehabilitacji w kraju i za granicą.

Działania ośrodka wspierają:

WFOŚiGW w Olsztynie, 

Ptaki Polskie,

Gmina Olsztyn,

Gmina Gietrzwałd, 

Powiat Olsztyński, 

Gmina Dywity,

 Gmina Stawiguda,

 Schronisko dla Zwierząt w Olsztynie

Wylęgarnia Drobiu Nord-Pol Hatchery Danuta i Anatol Gerczak

Klik Studio Sylwia Żak 

oraz

darczyńcy prywatni.

Co roku w Ośrodku Rehabilitacji Ptaków Dzikich w Bukwałdzie przybywa pacjentów, a my dwoimy się i troimy, aby dostosować go do rosnących potrzeb. W tym roku organizujemy i budujemy cześć, która będzie otwarta dla osób z zewnątrz. Dotychczas na wszystkie zapytania dotyczące możliwości obejrzenia ośrodka odpowiadaliśmy niezmiennie: niestety, to szpital dla zwierząt, a nie ogród zoologiczny, nie możemy zakłócać rehabilitacji wizytami obcych ludzi. Przez wiele lat funkcjonowania ośrodka zebrała się tu jednak pokaźna grupka pacjentów, którzy niestety nie polecą już na wolność. Z różnych względów nie poradziłyby sobie w normalnym życiu. Teraz nadszedł czas by ich historie uczyły, bo problemy, które sprowadziły je do nas, to często poważne czynniki zagrażające wielu osobnikom rzadkich gatunków. Wpływ człowieka na środowisko ich życia jest ogromny, ale większość przedstawicieli naszego gatunku nie zdaje sobie z tego sprawy. Niech więc ptaki przemówią dla dobra swoich pobratymców.

O ważnych przesłaniach swoich życiowych historii nasi azylanci będą więc opowiadali (póki co z naszą pomocą) w trakcie zajęć opracowanych przez nas dla szkół i przedszkoli.

Wielu pacjentów, wiele historii bardziej lub mniej tragicznych, czasem śmiesznych, często skłaniających do refleksji… Oto kilka z nich

Jak zwykle co roku w ośrodku królują bociany. Trudno w sumie, żeby na Warmii było inaczej, w końcu to bocianie królestwo. Niby wszystkie podobne, białe smukłe głowy z wielkimi dziobami, a jednak …..jeden jakby nie do końca biały. Ornitolog by potwierdził, że Ciconia ciconia, tylko skąd ta czarna kropka na czole? Cóż, Kropek zawsze był trochę inny. W sumie nie powinien przeżyć, już jego rodzice zadecydowali, że nie nadaje się do odchowu. Zauważyli fizyczne niedoskonałości swojego potomka, ale nie dostrzegli niezwykłej woli życia jaka tkwiła od początku w tym dzielnym stworzeniu. Po upadku z gniazda w wieku zaledwie kilku dni miał niewiele niepotłuczonych miejsc. Cały siny, choć jakimś cudem nie połamany, trafił  do ośrodka w opłakanym stanie. Zdeformowane słabe łapy, potworny, wielki dziób, jeszcze większy apetyt i czarna łata na głowie. Po długim leczeniu udało się zniwelować objawy krzywicy i z pokracznego pisklęcia wyrósł całkiem przyzwoity bocian. Czarna kropka z czoła zniknęła mu dopiero po drugim pierzeniu, także długo pozostawał charakterystyczny. Mamy nadzieję, że pomimo ciężkiego startu poradził sobie w życiu pośród swoich na wolności.

W początkach działalności ośrodka jednym z ciekawszych i piękniejszych pacjentów był dzięcioł zielonosiwy, który trafił do nas z powodu urazu skrzydła. Na szczęście uraz okazał się niegroźny , także wiadomo było, że po krótkiej rehabilitacji będzie mógł wrócić na wolność. Ptaszek dziarski od samego początku miał niesamowity apetyt. Na specjalnie skonstruowanym pniaku z wywierconymi otworami dostawał swoją codzienną porcję kalorycznych przysmaków, które wylizywał do ostatniego okruszka, po czym zabierał się za poprawianie wyglądu woliery malowniczymi rzeźbieniami. Po dwóch tygodniach, kiedy skrzydło doszło w pełni do normy przyszedł piękny dzień wypuszczenia dzięcioła na wolność. Kości i stawy w porządku, mięśnie piersiowe imponujące, w sumie nie przyszło mi wtedy do głowy, żeby sprawdzić dokładnie stan otłuszczenia….. no i pierwszy lot po rehabilitacji okazał się totalną porażką. Wtedy drugie, dokładne badanie, oględziny skrzydeł, klatki piersiowej… i nagle spod piórek wyłoniły się wałki tłuszczu, które zmagazynował sobie pracowicie przez czas urlopu w ośrodku. Niestety, w związku z tym rehabilitację trzeba było przedłużyć o następny tydzień odchudzania, po którym już z pełną gracją poleciał w świat.

Za dwa dni miał się rozpocząć sezon polowań na kaczki. Dziwny to sposób wypróbowywania broni, skutkiem którego młody trzmielojad ląduje na ziemi z wieloma ranami nóg, skrzydeł i klatki piersiowej. Na szczęście w pobliskim gospodarstwie znaleźli się ludzie, którzy zadbali o to by skontaktować się z Towarzystwem Opieki Nad Zwierzętami, a ono dostarczyło rannego ptaka do naszego ośrodka. Rany, choć liczne, nie były groźne. Spłoszony strzałami ptak wpadł w zarośla, na szczęście śrut go ominął. Okazał się być bardzo wdzięcznym pacjentem, pozszywane rany, dzięki apiterapii zagoiły się szybko i bez powikłań, a spokojny, piękny trzmielojad w świetnej kondycji wrócił na wolność w tym miejscu gdzie został znaleziony w asyście ludzi, którzy go uratowali.

Jedna z tych historii z  ośrodka w Bukwałdzie, która daje mocno do myślenia. Mieszkańcy Trójmiasta znaleźli pewnego dnia rannego gawrona. Ptak ze złamaną kością ramienną, silnie osłabiony dał się łatwo złapać. Został zawieziony do lecznicy weterynaryjnej, a ponieważ złamanie okazało się być stare, jedyną możliwością ratowania mu życia była częściowa amputacja kości. Zabieg przebiegł pomyślnie, problemy zaczęły się jednak, gdy przyszło znaleźć azyl dla kalekiego ptaka. Po długich i bezskutecznych poszukiwaniach zapadła decyzja, że gawron zamieszka u swoich wybawców na podwórku. Wybudowano mu wolierę i wszystko mogłoby się zakończyć w tym momencie gdyby nie fakt, że gawroni „śpiew” zaczął przeszkadzać sąsiadowi. Przeszkadzać do tego stopnia, że na wolierze lądowały butelki i tym podobne „uciszacze”, a agresywny tępiciel zwierząt (nie tylko gawron mu przeszkadzał, generalnie wszystkie ptaki wokół były niepożądane) zgłosił swój problem Straży Miejskiej. A ta… wyznaczyła termin pozbycia się ptaka na dwa tygodnie, pod groźbą przesłania sprawy do Sądu Grodzkiego, a na pytanie co można zrobić w sytuacji gdy żaden ogród zoologiczny nie chce go przyjąć, odpowiedzieli, że uśpić. Przecież to takie proste. Generalnie nieszczęśni ludzie popełnili przestępstwo od samego początku decydując się na przetrzymywanie chronionego zwierzęcia bez zezwolenia Ministra Środowiska. Cóż, prawo jest prawem, powodowanie hałasu to czyn szkodliwy społecznie, a w interpretacji naszych sądów, okrucieństwo wobec zwierząt nie. W tej sytuacji dalsze poszukiwania doprowadziły owych „przestępców” na trop naszego ośrodka, gdzie ostatecznie gawron przyjechał razem ze swoją klatką i zapasem przysmaków. Zamieszkał z przedstawicielami dalekiej rodziny – kawką, wroną i czarnowronem. Tu nie będą nikomu przeszkadzać.